Skoro już tu jesteś i czytasz to zostaw po sobie jakiś znak!
Komentarze jak wszędzie tak i tu są mile widziane !!!

niedziela, 19 sierpnia 2007

The Mirror - John Frusciante


6płyt w 6miesięcy (1/6)
22.06.2004
The Will To Death

1. A Doubt
2. An Exercise
3. Time Runs Out
4. Loss
5. Unchanging
6. The Mirror
7. A Loop
8. Wishing
9. Far Away
10. The Days Have Turned
11. Helical
12. The Will To Death


Recenzja płyty ... czytaj więcej
John Frusciante to nie tylko jeden z najciekawiej grających współczesnych gitarzystów, ale też tytan pracy, z którym mogą się równać chyba tylko Josh Homme i Dave Grohl. Co więcej, Frusciante jest też muzykiem niezwykle płodnym, który nagrywa nieprawdopodobne wręcz ilości materiału, a wszystko co schodzi z jego "taśmy" jest lepsze niż poprzedni "model". No bo co innego można powiedzieć o gitarzyście, który grając na codzień w Red Hot Chili Peppers co miesiąc nagrywa solową płytę i z taką częstotliwością ma też zamiar je wydawać? Stachanowiec.
Piąty solowy album Frusciante to ostry skręt w kierunku psychodelii właściwej latom 60. minionego wieku, dodajmy, raz po raz przewijającej się w jego twórczości. Klimat pędu ku ostateczności, pytań egzystencjalnych, na które odpowiedzi czekają być może wyłącznie po tamtej stronie, rezygnacji, ale też i refleksji, zastanowienia i głębokich wątpliwości skropionych najskrytszymi emocjami to esencja tego albumu. Trudno pisać o takiej muzyce, zwłaszcza o tym konkretnym albumie, bo to przypomina bezwstydne czytanie czyjegoś wykradzionego pamiętnika.

Gorzki i dołujący raczej klimat albumu, kapiącego wręcz od egzystencjalnej troski, Frusciante osiąga bardzo surowymi środkami. Jego gitara wciąż pozostaje charakterystyczna, ale nie brnie w cepeliowe solówki, gdzie niegdzie pojawia się, ale też osczędnie, fortepian. I oczywiście ten głos, który jako, że należy do człowieka, który życia spróbował za trzech, wydaje się w tym przypadku być stworzonym do śpiewania właśnie takich utworów.

Nie do przecenienia jest tutaj też rola jaką odegrał na tym albumie Josh Klinghoffer, przyjaciel Frusciante i jego, choć nie tylko, oddany współpracownik, który tego lata wsparł "na żywo" m.in. PJ Harvey. Fenomenalny multinstrumentalista, który jeśli zdecyduje się nagrywać solo dokona cudów.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Walentynkowo :D:D:D