Skoro już tu jesteś i czytasz to zostaw po sobie jakiś znak!
Komentarze jak wszędzie tak i tu są mile widziane !!!

czwartek, 16 sierpnia 2007

Książka Kalifornizacja - Bartek Koziczyński 2002r

Pierwsza biografia Red Hot Chili Peppers z prawdziwego zdarzenia (w duźej mierze oparta na bezpośrednich rozmowach autora z muzykami). Od mało znanych początków grupy w latach osiemdziesiątych aź po multiplatynowy sukces albumów Californication i By The Way. Szczegółowa historia, nieznane fakty i anegdoty. Do tego mnóstwo atrakcyjnych ilustracji.



Red Hot Chili Peppers. Kalifornizacja - Bartek Koziczyński
bibliografia

autor: Bartek Koziczyński
tytuł: Red Hot Chili Peppers. Kalifornizacja
liczba stron: 134
miejsce wydania: Poznań
rok wydania: 2002
oprawa: miękka
wymiary: 165 x 235 mm
wydawca: Wydawnictwo Muzyczne In Rock




rozdział 5
doktor Funkenstein

Skoro nie sprzedaje się płyta, skoro nie chcą grać singla w radiu i telewizji, pozostaje podstawowy, mozolny sposób zdobywania fanów.
Trasa koncertowa. Redhoci zapakowali tyłki w van a i ruszyli na podbój Stanów. Nie szło najlepiej, bo nie najlepsza była atmosfera w zespole. "Ojcowie założyciele" nie mogli się dogadać z nowymi muzykami.

Iskrzyło szczególnie na linii Anthony/Flea - Sherman. Gitarzysta, starszy o sześć lat, poważny muzyk i poważny człowiek (wtedy świeżo po ślubie), nie potrafił załapać poziomu gówniarskich żartów, jakie cechowały chłopaków. Zupełnie obce były mu też nadużywane przez nich używki.

Nie tylko nie brałem narkotyków, ale ściśle przestrzegałem w tamtym czasie wskazań diety makrobiotycznej - mówi Sherman. Nie znaliśmy się w zespole zbyt dobrze. Gdy spojrzeć na to z boku, widać, że byli opuszczeni przez Hillela i Jacka - usiłowali sobie radzić z nową sytuacją najlepiej, jak mogli.

Ja też nie mam łatwego charakteru... Uważam jednak, że traktowali mnie znacznie gorzej, niż na to zasługiwałem. Nie do końca rozumiejąc swoją rolę w zespole, próbowałem się bronić i oddawałem tak mocno, jak potrafiłem. To było stresujące i dosyć dziwne.

Ale zdarzały się i momenty sympatyczne:
Pamiętam, jak utknęliśmy w burzy śnieżnej w górach Wirginii. Znaleźliśmy miejsce z noclegiem i jedzeniem. Była tam naprawdę przyjemna restauracja, gdzie świętowaliśmy urodziny menedżera, Lindy Goetza. Zanim zasiedliśmy do kolacji, w samochodzie odbył się głupawy quiz o gwiazdach rocka. Pamiętam, jak śmialiśmy się, gdy Flea wspomniał Yngwiego Malmsteena - wymawiał to nazwisko w zabawny sposób. Szkoda, że nie było więcej takich chwil, zamiast całej tej wrogości- wspomina gitarzysta.

W lutym 1985 roku sytuacja nabrzmiała do tego stopnia, że Sherman został zmuszony do opuszczenia zespołu. Przyznaje, że decyzja kolegów go zaskoczyła, pojawiły się problemy...

Ciężko było odzyskać pieniądze, które byli mi winni za część sprzętu i samochód. Byłem na tyle głupi, że nie zadbałem o swoje interesy i nie zatrudniłem prawnika. Po prostu zrezygnowałem z udziału w zespole.

Po latach, w 1992 roku, podjął jednak kroki prawne.
Zacząłem dzięki temu dostawać tantiemy, ale proces nie doszedł do skutku. Wszystko to było dość bolesne, żałuję że nie załatwiłem tego w inny sposób...
Zwłaszcza że z biegiem czasu wzajemne stosunki nie układały się już tak źle. W 1986 roku Flea zaprosił gitarzystę na jam z legendą funku George Clintonem (co zaowocowało później udziałem Shermana w utworze "Cooi Joe" z solowej płyty Mistrza, "R&B Skeleton s In The Closet") . Potem - także ze strony basisty - przyszła propozycja udziału w nagrywaniu jednej z płyt Red Hot Chili Peppers. Sherman pojawia się w chórkach utworów "Higher Ground" i "Good Time Boys" na albumie "Mother's Milk".

Poza tym muzyk wrócił do zajęć sesyjnych.
Nagrywał z Bobem Dylanem (na płycie "Knocked Out Loaded", soundtracku do filmu "Flashback"), grał trasę z Charliem Sextonem, zrobił płytę z wokalistką Kim m Rogers. Dziś z perkusistą Gary m Mallaberem współprowadzi formację In From The Cold. Peppersi pozbyli się Shermana bezstresowo - wiedzieli, że mają następcę. Nie trzeba było szukać daleko: ponownie osiągalny stał się sprawdzony przyjaciel, Hillel Slovak. Wybór What Is This początkowo wydawał się w jego przypadku słuszny. Formacja radziła sobie znacznie lepiej od Red Hot Chili Peppers. Pięcioutworowa EP "Squeezed" (MCA, 1984) zyskała uznanie krytyki i obiecujące wyniki komercyjne.

Jak brzmiała muzyka? Była oparta na pulsującym basie, ale zdecydowanie bardziej od Peppersów rockowa. Partie gitary mieściły się w przedziale, powiedzmy, new wave ("Days Of Reflection"), przez frazowanie funkowe (,,I Am A House") po psychodelię ("Squeezed"). No i nie było mowy o żadnym rapowaniu.

Pod względem muzycznym byliśmy bardziej serio - twierdzi Johannes. Nie mówię, że Chili Peppers nie są serio, ale... Nasze granie nazywaliśmy "psychodelic blues funk".

Kwasy pojawiły się, gdy przyszło nagrywać longplaya. Im również wcisnęli dziwnego producenta: Todd Rundgren za nic nie mógł się dogadać z liderem. Na dodatek potajemnie podrzucił bossom z MCA nagrany dla jaj cover The Spinners ,,I'll Be Around". Wbrew woli zespołu wydano go na singlu i oparto na nim strategię promocyjną. Przy tym Alain oddalał się coraz bardziej od Hillela. Poważnie zaangażowany uczuciowo (związek z Natashą Schneider), nie tolerował u kolegi dekadenckiego zjazdu w narkotyki.

W efekcie nagranym wspólnie debiutanckim długograjem " What Is This" (MCA, sierpień 1985) grupa cieszyła się już bez Slovaka w składzie. Alain przejął na trasie wszystkie obowiązki gitarowe. Łabędzim śpiewem w dyskografii kapeli była pochodząca z tego samego roku koncertowa EP ,,3 Out Of 5". Johannes z Natashą próbował jeszcze rejestrować kolejny materiał, ale wtedy zespół opuścił Jack Irons...

Tym samym historia What Is This dobiegła końca. Płyta została ukończona pod szyldem Walk The Moon ("Walk The Moon", MCA 1987). Następnie Johannes/ Schneider założyli grupę Eleven, z którą oprócz własnych propozycji dali się jakiś czas temu poznać jako współpracownicy Chrisa Cornella.

Wracając do Peppersów - nadszedł czas przygotowania drugiego albumu. Nauczeni doświadczeniem tym razem postanowili staranniej wybrać producenta. Parliament i Funkadelic - te nazwy padły już jako źródła inspiracji chłopaków. Oba triumfujące w latach siedemdziesiątych zespoły prowadził George Clinton, czarnoskóry guru funku. Towarzyszyła mu liczna trupa kolegów i koleżanek, a całe zjawisko weszło do historii jako P-Funk. Muzyka to - w największym skrócie - perkusja z charakterystycznym "ciapem" na werblu, przepuszczony przez syntetyzer bas, skocznie przycinająca gitara (choć zdarzały się momenty bardzo rockowe), dużo dęciaków i śpiew mieszczący się między przedrapowym gadaniem, ozdobnikami soul, a pop ową melodyjnością.

Teksty przesiąknięte były afroamerykańską dumą lub też hołdowały seksualnej swobodzie. Do tego dochodził barwny, cyrkowy image i takiż charakter występów. Kolejna dekada nie była już jednak dla Clintona tak łaskawa. Zaczął działać solo, ale disco, techno funk i rodzący się hip hop odbierały mu publiczność. Wdał się w poważne konflikty z wytwórniami - w 1985 roku zmuszony był ogłosić bankructwo... Nie jako boss z muzycznego topu, lecz dobry wujek Funkenstein słuchał więc taśmy ze wstępnymi nagraniami Peppersów (przygotowali ją w marcu, w studiu w Los Angeles).

Jako neofita po kokainowym nałogu, błyskawicznie zorientował się też w pozamuzycznych przypadłościach chłopaków. Zaproponował układ: nagrywamy, ale u mnie. "U mnie" to znaczy w United Sound Studio, gdzieś pod Detroit.
Zamiast smogu Los Angeles - przyroda, jeziorko... Podobno Clinton namówił nawet Kiedisa na poranne wędkowanie. Z tym, że dobre chęci nie starczyły na długo. Panowie udali się do miasta, gdzie zwąchali rock'n'rollowe miejsca w rodzaju klubu Lili's 21. Anthony + Hillel = prosperity dla miejscowych dealerów taniej koki.

Pamiętam, jak podekscytowany i spełniony czułem się w tamtym czasie - wspomina sesję Flea (a reszta kapeli rozpływa się w podobnych komplementach). Ja w tym samym pomieszczeniu z wielkim, mitycznym bohaterem - Doktorem Funkensteinem. On śpiewa z naszym zespołem, kurwa, bytem wniebowzięty! George był dla nas bardzo ciepły i wyrozurniały. Nigdy nie zapomnę tej kosmicznej wibracji, zawsze będę podziwiał jego niewiarygodny wkład w świat muzyki.

Niewątpliwie za sprawą Clintona na płycie zatytułowanej "Freaky Styley" pojawiają się ukłony w stronę starej szkoły funku. Choćby przeróbka utworu "If Vou Want Me To Stay" z repertuaru Sly And The Family Stone.

Specjalizująca się w łagodniejszej odmianie stylu grupa brylowała nim w zestawieniach R&B w 1973 roku. Wzięcie na warsztat tej akurat kompozycji to pomysł Anthony'ego. Uwielbiał piosenkę od czasów szkoły średniej, gdy śpiewał ją kumpel z drużyny amerykańskiego futbolu. Wykonanie Redhotów zasługuje na uwagę przede wszystkim z tej racji, że po raz pierwszy słyszymy tu Kiedisa Śpiewającego.

Nie jest to jeszcze barwa głosu znana z późniejszych przebojów, wokalista ewidentnie stara się nawiązać do stylistyki murzyńskiej...
Ale przełom nastąpił.
Prawdopodobnie także za sprawą Clintona.
Jeżeli chodzi o instrumenty, partie gitary, basu i perkusji, w ogóle nie próbował zmieniać naszego brzmienia - opowiada Flea. Po prostu zagraliśmy to, co gramy. Pod względem wokalnym byt jednak bardzo pomocny. Tu miał największy wpływ: kształtował chórki, ustawiał frazowanie.

Łowcy rarytasów mogą wytropić wersję demo, w której główne partie wokalne w "If you Want Me To Stay" wykonuje sam Mistrz.

Sporo śpiewania słychać też w drugim coverze: "Hollywood" (promował album na pierwszym singlu). W oryginale numer nosił tytuł "Africa", miał odpowiednio inny tekst, w 1974 roku wylansowała go nowoorleańska formacja The Meters.
Uwaga! The Meters posiadają też w repertuarze piosenkę "Jungle Man". Nie ma ona jednak nic wspólnego z kompozycją Chili Peppers otwierającą "Freaky Styley".
Wsłuchując się w pozostałe kompozycje na "Freaky Styley", czuje się, że pod ojcowskim okiem Clintona chłopaki wyluzowali. Kiedis swobodnie rozwija się jako raper: to już nie jednostajna maniera znana z debiutu. W takim "Brothers Cup" prezentuje ze trzy zupełnie różne style. Rozluźnienie dotyczy też tekstów. Nieobecna wcześniej tematyka seksualna dominuje w kilku pozycjach: maniakalnym "Sex Rap", "Blackeyed Blonde" (nawalanka w stylu "Police Helicopter", grają to do dziś na koncertach), a przede wszystkim "Catholic Schoolgirls Rule".

Podniosła głowę z krzyża/ Tak powiedziała siostra/ Nie kochaj się, dopóki nie wyjdziesz za mąż/ Nie żyj, dopóki nie umrzesz - wykrzykuje Kiedis na tle dźwięków rockowej gitary. Jakby ktoś miał jeszcze wątpliwości, powinien zapoznać się z klipem. Hostia lubieżnie znikająca w ustach, ukrzyżowany Anthony, nagie biusty uczennic i fellatio pod sutanną gwarantowały, że dzieło nigdy nie doczeka się emisji telewizyjnej.

Nieco poważniej poczynają sobie w "American Ghost Dance". Leniwy rap o indiańskim wodzu sprawił, że fani zaczęli się zastanawiać, czy Kiedis nie ma w sobie przypadkiem krwi pierwotnych mieszkańców Ameryki:

Jak dziki huragan/ Będę tańczył na grobach/ Mojej rasy, która zginęła/ A powinna zostać ocalona...

O poważne tematy pozornie ociera się też utrzymany w punkowym tempie "Battle Ship". Ale może chodzi o zupełnie inny rodzaj ocierania: podobno pierwotny tytuł kawałka to "Blowjob Park". Tak czy inaczej - nie jest to specjalnie wyróżniająca się kompozycja na płycie. Podobnie jak nudnawy numer tytułowy z powtarzającym się beznadziejnie motywem.

Wyróżnia się za to "Nevermind". Dynamiczna autoprezentacja, bezczelny kopniak wymierzony we wszystko, co królowało wtedy na listach przebojów:
Olać zespoły brytyjskie. Olać syntetyczny funk. Olać grupę Wham Wham. Olać Duran Duran. Bo my jesteśmy. The Red Hot - Chili - Peppeeeeers...

No i dziwactwa. "Thirty Dirty Birds" - krótka recytacja, pozbawiona podkładu instrumentalnego. Łatwo przeoczyć równie zwięzły "Lovin' And Touchin"', z delikatnym śpiewem na basowym motywie. Przemyka niczym przerywnik pomiędzy sąsiednimi kawałkami. Na koniec mięsisty, napędzany trąbami (jak zresztą większość zamieszczonych tu piosenek) funk - " Vertle The Turtle". Tekst oparty został na książce Doktora Seussa, popularnego w krajach anglosaskich autora piszącego dla dzieci.

Podczas sesji z Clintonem powstał też kawałek "Millionaires Against Hunger".

Sympatyczne funkowanko, z chwytliwym refrenem i przewrotnym tekstem... Kiedis wyśmiewa w nim charytatywną inicjatywę Live Aid: muzycy na rzecz głodującej Etiopii. Wytwórnia - wydająca nagrania wielu z bogatych dobroczyńców - dowcipu nie zrozumiała i usunęła kawałek z tracklisty albumu. Wypłynął dopiero w 1990 roku, na EP " Taste The Pain".
Tu poczytasz komentarze i kupisz tą książkę

UWAGA na CENY ! Znalazłam za 16,50- , ale widziałam i za 33,- !!!
O, a EMPIK ma nawet okazyjnie za 38,- ! to, dopiero okazja! ;D;D;D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Walentynkowo :D:D:D